Obudzili się kilka godzin później. Pierwszy wstał Draco. Nieco zdziwił się, gdy zobaczył gdzie się znajduje. Próbował się podnieść, ale poczuł ciężar na swoim torsie. Spojrzał w dół i automatycznie przypomniał sobie co tutaj robi.
Przyszedł do Harry’ego i obaj zasnęli.
Draco wpatrywał się w ścianę. Myślami był przy zbliżającej się wojnie i pewnej śmierci wielu niewinnych ludzi. Tera, przede wszystkim, myślał o Harrym. Martwił się o niego.
Kochał go nad życie i nie chciał stracić. Bał się, że Harry nie zgodzi się na plan Czarnego Pana i będzie po nim. Bał się, że Zakon w końcu odkryje ich związek. Bał się, że Gryfoni go nie zaakceptują i będą kazali Harry'emu wybierać. Bał się, że jego ukochany go zostawi.
Pod wpływem tych myśli mocniej ścisnął ciemnowłosego. Zielonooki poruszył się lekko i otworzył oczy. Niemal natychmiast podniósł się lekko i pocałował Draco.
-Dobrze się spało? – spytał z uśmiechem Harry.
-Nie mogę narzekać. Jednak chyba muszę uciekać.
Harry momentalnie posmutniał. Zupełnie zapomniał o czym rozmawiali przed snem.
-Harry, posłuchaj. Cokolwiek się stanie, cokolwiek postanowisz, ja będę cię kochał i uszanuję twoją decyzję.
-Wiem, ale muszę się nad tym zastanowić. W końcu od mojej decyzji zależy życie wielu ludzi. – Uśmiechnął się smutno do chłopaka. – Też cię kocham. – Lekko musną usta blondyna. – Mogę cię o coś spytać?
-Jasne.
-Czy mówiłeś komuś o nas?
-Nie. Oczywiście, że nie. Nie mógłbym cię narazić na niebezpieczeństwo. A dlaczego pytasz?
-Snape na spotkaniu powiedział, że nie chce walczyć za względu na ciebie. A spytany skąd wie, stwierdził, że to widać.
-Pamiętasz jak spotkaliśmy się na Pokątnej, kilka dni temu? – Harry pokiwał głową. – On nas wtedy widział, ale myśli, że się tylko przyjaźnimy. Wiem, że nikomu by o nas nie powiedział. Ufam mu, ale boję się jego reakcji.
-Jest twoim ojcem chrzestnym, przecież by cię nie zabił. – Gryfon tymi słowami wywołał śmiech u swojego chłopaka. Nie rozmawiali już o planie Voldemorta.
Spędzili w pokoju jeszcze około godziny, gdy Harry’emu przypomniało się spotkanie, na którym musiał się pojawić.
Zielonooki wyszedł pierwszy z pokoju i upewnił się, że wszyscy są już w Sali Spotkań. Zaprowadził Draco do drzwi. Nie mogli sobie pozwolić na nic więcej niż przelotny uścisk, ponieważ ktoś mógłby ich zobaczyć.
Harry patrzył w oczy Ślizgonowi.
-Przyjdziesz jutro?
-Nie wiem, czy to dobry pomysł. Jeśli będę przychodził codziennie, mogą zacząć coś podejrzewać.
-Chce dać ci tylko odpowiedź. – Draco uśmiechnął się i lekko uściskał Harry’ego.
-Oczywiście, że przyjdę. – Lekko musnął usta Gryfona. – Do jutra.
Wyszedł i zaraz aportował się do Malfoy Maron. Harry ruszył do Sali Spotkań.
Gdy otworzył drzwi, wszyscy na niego spojrzeli. Przeleciał wzrokiem po zebranych. Hermiona przesunęła się lekko, by zrobić przyjacielowi miejsce. Harry, zignorował to i ruszył do sofy, na której siedział tylko Severus. Zazwyczaj nikt nie siadał koło mężczyzny. Powodem był strach.
Kiedy Harry usiadł, Mistrz Eliksirów spojrzał na niego ze zdziwieniem. Lekko oniemiały Remus, kontynuował swoją wypowiedź.
Gryfon przybliżył się do profesora.
-Możemy później porozmawiać? – spytał szeptem ciemnowłosy. Nauczyciel spojrzał na niego.
-Można wiedzieć o czym?
-Wolałbym porozmawiać w cztery oczy.
-Dobrze – odparł po chwili. – Od razu uprzedzę, że nie mam dużo czasu.
-Rozumiem. Nie zajmę panu dużo czasu.
Spotkanie mijało wyjątkowo dobrze. Nikt nie miał pretensji do Harry’ego za to, że nie ćwiczy zaklęć.
Severus zastanawiał się, o czym Potter może chcieć z nim rozmawiać. Dodatkowo Gryfon, zamiast usiąść z Granger i Weasleyem, usiadł obok niego. To było dosyć dziwne. Każdy wie, że Harry nienawidzi Mistrza Eliksirów.
Remus co chwila przerywał jego myśli jakimiś pytaniami odnoście planów Czarnego Pana. Powiedział tylko część informacji. Zawsze tak robił. Teraz po śmierci Dumbledore’a nikt nie ma nad nim władzy.
Gdy wyszedł z pomieszczenia, zobaczył, że Potter na niego czeka. Podszedł do niego.
Harry bez słowa odwrócił się i ruszył w stronę pokojów gościnnych. Zdziwiony Snape ruszył za nim. Chłopak otworzył pierwsze drzwi i gestem ręki zaprosił mężczyznę do środka. Profesor usiadł na jednym z łóżek.
-A więc, o czym chciałeś rozmawiać, Potter?
-Pan wie, że ja i Draco jesteśmy razem? – Severus wyglądał na zdziwionego.
-Ja… To znaczy… Widziałem was kilka dniu temu na Pokątnej, ale myślałem, że się tylko przyjaźnicie. A wy jesteście razem? – Gryfon pokiwał głową. – Dlaczego Draco o niczym mi nie powiedział? Myślałem, że mi ufa…
-Ufa panu, ale bał się pańskiej reakcji.
-No tak. Kto by pomyślał. Złoty Chłopiec i Śmierciożerca. Związek wręcz idealny. Tylko uważajcie, aby Czarny Pan i Zakon się nie dowidzieli.
-Czarny Pan już wie. – Mistrz Eliksirów spojrzał na niego ze zdziwieniem. – On chce, żebym ukrył się w Malfoy Maron w czasie wojny. Wtedy on będzie mógł odzyskać swoją własność.
-Zakon na pewno będzie Cię szukał.
-Dlatego ktoś ma udawać mnie martwego.
Severusowi aż głowa pulsowała. Nie mógł uwierzyć w to co właśnie usłyszał. Czarny Pan… chce chronić Pottera? Chce by ukrył się w jego kryjówce? Zgadza się na jego związek z jednym ze Śmierciożerców? Gdyby to był ktoś inny, Czarny Pan inaczej by zareagował. Jednak to Draco. Nikogo innego nie ceni sobie bardziej niż jego.
-Profesorze?
-Przepraszam. Zamyśliłem się. To bardzo szokujące informację.
-Tak, to prawda.
-I co zamierzasz zrobić? – Severus pragnął zadać to pytanie, odkąd usłyszał o planie Czarnego Pana.
-Nie wiem jeszcze. Muszę się nad tym zastanowić.
-Ile masz czasu?
-Jutro w południe przyjdzie Draco.
-To niewiele czasu. – Severus spojrzał na Harry’ego. Wyglądał strasznie. Blada twarz, lekko podkrążone oczy. Nie wyglądał jak ktoś, kto ma uratować świat. Raczej jak ktoś, kto ma zaraz zginąć. – Potter? – Chłopak spojrzał na niego.
-Słucham.
-Ja… uważam, że powinieneś przystanąć na tą propozycję. – Gryfon spojrzał na niego zdziwiony. – Ja jakoś przekonam Zakon, że powinien się poddać. Nie będzie łatwo, ale spróbuję.
-Dlaczego pan to robi?
-Oczywiście dla Draco. I zapewne Czarny Pan mnie o to po prosi, gdy tylko wrócę.
-Jest Pan inny niż wszyscy mówią. – Harry wstał i stanął obok drzwi. – Jest Pan miły i pomocny. – Uśmiechnął się do niego szczerze i wyszedł z pokoju. Severusa zdziwiło to, co powiedział do niego chłopak z którym nienawidzi się od 6 lat. On jako jedyny powiedział mu takie coś. To był komplement. W jego kierunku.
Oniemiały wyszedł z pomieszczenia i od razu aportował się do Malfoy Maron.
_______
Wybaczcie, że długo czekaliście, ale jakoś nie chciało mi się przepisywać :D
Za betę dziękuję, Czarkowi <3
Pozdrawiam, Nottek.
Świetne! Czekam ze zniecierpliwieniem na kolejny rozdział <3
OdpowiedzUsuńsuper xD to takie miłe uczucie kidy czytam że Snape jest miły :)
OdpowiedzUsuń