Żyje gdzieś dwóch chłopców
z dwóch różnych światów. W wojnie mają walczyć po dwóch różnych stronach. Harry
po stronie dobra, a Draco po stronie zła. Jednak przed ostatecznym starciem coś
się wydarzyło. Coś, co zmieniło losy wszystkich.
Draco i Harry spotykają
się od roku. Nie chcieli ze sobą walczyć. Oznaczałoby to śmierć ich obu,
dlatego chcieli gdzieś uciec. Nie ważne gdzie. Ważne, by byli razem.
Harry miał dość przyjaciół
z Zakonu. Cały czas namawiali go na ćwiczenie nowych zaklęć, uroków i innych rodzajów
magii. Chcieli po prostu, by Harry'emu udało się pokonać Voldemorta. On tego
nie chciał. Właśnie od tego chciał uciec. Pokonanie Voldemorta oznacza upadek
zła. Tym samym Draco będzie miał kłopoty. Harry nie chciał tego.
Draco był pod dużym
naciskiem ojca. Mężczyzna wiele od niego wymagał, a przede wszystkim chciał
tego, by jego syn był wiernym śmierciożercą i w wojnie walczył z dobrem.
Chłopak ani tego nie chciał, ani tego nie pragnął. Walka z dobrem oznacza walkę
z Zakonem, a tym samym walkę z Harrym. Draco nie chciał tego.
Tak więc chłopcy
postanowili uciec. Pytanie: Gdzie? Nikt nie wiedział że są razem, dlatego nie
mieli kogo prosić o pomoc.
-Harry, to nie ma sensu.
Nie znajdziemy miejsca, gdzie ani Voldemort, ani Zakon nas nie znajdą.
-Wiem, ale nie mam zamiaru
z tobą walczyć.
Draco podszedł do niego i
delikatnie wziął w swoje objęcia. Nie rozmawiali już o tym. Nie chcieli walczyć
przeciw sobie, a stanie po jednej ze stron nie wchodziło w grę. Bo niby po
której mieli stać?
W tym samym czasie Zakon
myślał, jak przekonać Harry'ego do nauki nowych zaklęć.
-Przecież musi być jakiś
sposób! – W pewnym momencie wybuchła Hermiona.
-Jest wiele, ale nie
możemy go zmuszać. On sam musi tego chcieć - tłumaczył Remus.
-Do niczego go nie
zmusicie ani nie przekonacie, jeśli walka będzie oznaczać bycie przeciw Draco.
- Niespodziewanie do rozmowy wtrącił się Severus, który do tej pory siedział
cicho.
-A co Malfoy ma do tego? -
spytał zdziwiony Ron
-Dużo, Weasley. Dużo.
-Mógłbyś jaśniej,
Severusie? - spytał mężczyzna o brązowych oczach.
-A podobno to wy jesteście
jego przyjaciółmi... To oczywiste, Remusie. – Widząc zdziwienie zebranych
powiedział: – Skoro on wam nic nie powiedział, nie będę odbierał mu tej
przyjemności. – Uśmiechnął się ironicznie.
-Czyli tobie powiedział? -
warknął jego rozmówca. Był rozdrażniony.
-Oczywiście, że nie.
Przecież się nienawidzimy. Tylko, że ja, w porównaniu do was, umiem patrzeć i
łączyć ze sobą fakty.
Po tych słowach wyszedł z
pomieszczenia, zostawiając innych.
Wszyscy myśleli o tym, co
powiedział Severus. Jedni myśleli, że Harry i Malfoy zaprzyjaźnili się, drudzy,
iż są razem, a jeszcze inni, że Mistrz Eliksirów ich wrabia. Ci ostatni to Ron,
Remus oraz Alastor Moody. Nie mogli i nie chcieli uwierzyć, że Złotego Chłopca
i Śmierciożercę coś łączy.
Podczas zebrania
Śmierciożerców, Draco siedział sztywno na krześle, nieprzytomnym wzrokiem
wodząc po mrocznym, ciemnym pomieszczeniu. W ogóle nie słuchał tego, co Czarny
Pan mówi i planuje. Myślami był przy Harrym, chociaż wiedział, że to bardzo
niebezpieczne. Jego Pan potrafił świetnie czytać w myślach. Jednak mimo prób,
myśli o parterze były silniejsze. Draco chciał być teraz przy nim. Gdziekolwiek
by nie był.
Po spotkaniu, blondyn
chciał od razu udać się do siebie, by tam w spokoju oddać się myślom. Niestety
coś go zatrzymało.
-Draco – usłyszał głos
Czarnego Pana. Chłopak odwrócił się – chciałbym z tobą porozmawiać. Mógłbyś
chwilę zostać?
-Oczywiście, panie. –
Voldemort wskazał na krzesło obok siebie. Nastolatek posłusznie usiadł.
-Chciałem rozmawiać z nim,
nie z tobą, Bello. – Dopiero teraz chłopak dostrzegł przy drzwiach swoją
ciotkę. Stała ze spuszczoną głową, przy zamkniętych drzwiach.
-Ale panie...
-Wynocha!
Bella wyszła, nie
podnosząc ani na chwilę głowy. Czarny Pan rzucił jakieś zaklęcie na drzwi i
spojrzał na blondyna.
-A więc, Draco. Chciałabym
z tobą porozmawiać o Potterze. – Chłopiec zbladł. - Wiem, że się spotykacie.
Wiem również, że planujecie ucieczkę. – Serce Ślizgona biło nienaturalnie
szybko. – Uważam to za świetny pomysł. – Malfoy spojrzał na niego ze
zdziwieniem. Uśmiechnął się.
-Słucham?
-W całej tej wojnie nie
chodzi o to, kto wygra. To znaczy dla mnie. Ja chcę tylko odzyskać to, co moje.
-To znaczy? - spytał,
zachowując przyzwoitą ostrożność.
-Coś, co wiele lat temu mi
zabrano... – Draco spojrzał znów na swojego pana. Nie wyglądał na kogoś, kto
żartuje. Raczej na osobę zmartwioną, smutną i tęskniącą. Po chwili milczenia
chłopak się odezwał.
-Czyli chcesz, panie, aby
Harry stąd uciekł i ukrywał się, dopóki ty, panie, nie odzyskasz tego czegoś,
tak?
-Nie. Chcę, aby ludzie, a
szczególnie Zakon, myśleli, że Harry nie żyje. – Draco zbladł jeszcze bardziej.
– Spokojnie, nie zabiję go. Przyprowadzisz go tutaj, zapewnisz ochronę, a
zamiast niego, wyślę jakieś inne ciało przemienione w Pottera.
-Ależ panie... Mógłby mi
pan powiedzieć, dlaczego przeprowadzał pan zamachy, skoro można było robić tak
od początku? - Ślizgon drżał. Zważał na każde słowo, ponieważ ono może okazać
się ostatnim w jego życiu.
-Żeby nie wzbudzać
podejrzeń, Draco...– Chłopak spojrzał na niego. Czarny Pan lekko się uśmiechał.
To niecodzienny widok i nie każdy miał okazję go zobaczyć. – Pójdziesz teraz do
Pottera i opowiedz mu o naszym planie.
-Tak, panie - powiedział,
wstając powoli.
- I, Draco... – Chłopak
odwrócił głowę – zawołaj Bellę.
-Oczywiście.
Nastolatek ukłonił się i
wyszedł z sali. Po drodze, do swojego pokoju, natchnął się na swoją ciotkę.
Przekazał jej to, co mówił Czarny Pan. Zobaczył blady błysk w jej oczach. Nigdy
tego u niej wcześniej nie widział. Stach. Bellatrix w tej chwili bała się
swojego pana. Kogoś, kogo wielbiła, przez wiele, wiele lat...
_____
Dziękuję ze betę Czarowi <3
Wiem, że prolog nie mówił nic o Drarry, ale musiał się pojawić. A zresztą...
Mam nadzieję, że pierwszy rozdział się spodobał ^^
Pozdrawiam, Nottek.
Podoba się ;) i niszczysz mi psychikę :o
OdpowiedzUsuńPozdro
Dramione
spodobał się i to bardzo... Miło przeczytać że Voldemort nie chce zabić Harry'ego :)
OdpowiedzUsuńSuper tego szukalam! Przegenialne! Pędzę czytać dalej!
OdpowiedzUsuńŻyczę weny
rurencja